Memento Mori Dance Club
  • Home
  • Płyta
  • Galeria
  • Aktualności
  • Kontakt

Płyta Tańce Zaduszne

Teksty pieśni

Są takie przygody, których nie da się przewidzieć.
To prawdziwe przygody przez duże P
. 

Gdy na początku aktualnego tysiąclecia Marianna Kowalska z Przystałowic Małych, zgodziła się zaśpiewać mazurki do akompaniamentu skrzypiec Jana Gacy, postawiła warunek: najpierw zaśpiewam trzy pieśni nabożne, a wy je nagracie. Nie wygórowana cena, pomyślałem… Słuchałem jej śpiewu ze zdumieniem i zachwytem, ale gdybym nawet poruszył najbardziej szalone obszary mojej fantazji, to nie byłbym w stanie przewidzieć, że biorę właśnie udział w początku nowej, nieobliczalnej podróży w nieznane…

Dziesięć lat po spotkaniu z Marianną Kowalską worek z nagraniami pieśni religijnych, których szukaliśmy z przyjaciółmi od Roztocza po Podlasie, zaczynał pękać w szwach. Założyliśmy małą, amatorską konfraternię (działa do dziś), by czynić użytek z tego „worka” i raz w tygodniu śpiewać pieśni-modlitwy tak jak je rok liturgiczny dyktuje. Po dwóch latach regularnej praktyki poziom opanowania repertuaru pozwolił wreszcie skupić się na właściwym sensie i znaczeniu pieśni. Wtedy jednak pojawił się on – „wirus rytmów”. Nie wiem czy to ja byłem pacjentem zero, czy któryś z moich kolegów, ale w efekcie „infekcji”, zacząłem słyszeć rytmy i taneczne frazy w dobrze znanych pieśniach nabożnych. Ni się modlić, ni śpiewać porządnie, – mój umysł pochłonęła wyłącznie analiza, metrów i taktów, które zdały się brzmieć w rozlanym rubatującym śpiewie. Nie wiedzieliśmy wtedy wiele o kontrafakturze, ani o tym, że praktyka dobierania religijnych tekstów do popularnych melodii tanecznych sięga czasów renesansu. Dlatego też, z każdym kolejnym odkryciem rytmicznym czuliśmy coraz ostrzejsze porywy wiatru przygody, który wiał niegdyś w żagle Kolumba…

Nie było wyjścia – musieliśmy zagrać pieśni. Zabrzmiała muzyka, która po kilku latach ewoluowania, w grudniu 2025 roku przybrała formę jaką słyszycie na tej płycie. Czasem dźwięczy w niej nostalgia, czasem szwedzkie tańce, czasem surowa mazurkowa fraza taneczna, a czasem zamiłowanie do kalifornijskiego punkrocka (domena Marka Szwajkowskiego i moja). To wynik ugruntowanych doświadczeń członków zespołu. Po latach spędzonych nad chorałem (Wolfgang Niklaus i Serhij Petryczenko) czy klubowym jazzem (Jacek Muża), latach spożytkowanych na studiowaniu mazurków u radomskich muzykantów, z Janem Gacą na czele, oraz nauce pieśni od najlepszych śpiewaków i śpiewaczek polski nizinnej (cała reszta składu), mamy poczucie głębokiego osadzenia się,
a nawet rozgoszczenia w tych bezcennych kulturowych wzorcach. Dlatego też mamy śmiałość twórczo odpowiadać na ich wezwanie, które ujęte w słowa mogłoby brzmieć tak: „…no dobrze synowie i córki, jak dziś zagracie i zaśpiewacie odwieczną muzykę by przechować jej ducha i postawić ją w kontakcie ze światem?” * 

Bez względu jednak na to, jak szalona wyda się odpowiedź i jak daleko poza ramy uświęcone tradycją wyjdą brzmienia naszych instrumentów, to pieśni, pozostają dla nas pieśniami modlitwy, tak jak chcieliby tego śpiewacy, od których dostaliśmy je w darze.

Maciek Żurek

Posłuchaj:

Płyta ta, w głównej mierze, jest pokłosiem ponad ćwierćwiecza spotkań z ludźmi, którzy nas przyjęli, wspaniałomyślnie podzielili się z nami swoją pamięcią, wiedzą, mistrzostwem i wrażliwością. Pośród naszych wędrówek, których muzyka tradycyjna była przyczynkiem, spotkaliśmy wspaniałe osobowości, którym zawdzięczamy na tyle dużo, że przekracza to zwyczajowe wyrazy wdzięczności, ale i ramy tej książeczki, przeto jedynie wymienić ich pragniemy i o zaciągniętym wobec nich długu zaświadczyć:

Marcin Abijski, Nando Acquaviva, Lykourgos Angelopoulos (zm. 2014), Jan Bernad, Marcin Bornus-Szczyciński, Ghjuvanni Casabianca, Krystyna Ciesielska (zm. 2021), Katarzyna Dancewicz, Francisco Manuel Diaz, Julia Doszna, Maria Dudzik, Janina Dyjach, Stanisław Fijałkowski (zm. 2012), Jan Gaca (zm. 2013), Krystyna Gaca, Maria Gaca (zm. 2023), Stefan Gaca (zm. 2024), Stanisław Głaz, Bogusława Grzywa, Wincenty Gryszan, Marianna Hałas, Jozef Hiero, Roman Jenenko (zm. 2006), Tadeusz Jedynak (zm. 2020), Jan Kacica (zm. —), Maciej Kaziński (zm. 2018), Barbara Kietlińska, Iwan Kikinczuk (zm. 1995), Jan Kmita, Jan Komosa, Stanisław Komosa (zm. 2016), Jadwiga Konopko, Jan Konopko, Marianna Kowalska (zm. 2020), Irena Krawiec, Witold Kuczyński, Zofia Kucharczyk (zm. 2022), Roman Kumłyk, Stanisław Lewandowski (zm. 2023), Bronisław Liwak, Helena Majstrowicz (zm. 2018), Mikołaj Mazurek, Teresa Mirga, Walenty Mirecki (zm. 2010), Andrzej Murawski, Józef Murawski, Jozef Murawski (zm. 1990), Marianna Oracz, Janina Oleszek, Maria Pęzik (zm. 2022), Marcel Peres, Giovanni Pintus, Robert Pożarski (zm. 2021), Franciszek Racis (zm. 2018), Charalambos Rimbas, Waldemar Sajkowski, Czesław Siemionkowicz, Jozefa Siwiec (zm. 2024), Maria Siwiec, Piotr Skorupa, Jan Szklarzewski, Jan Szymczyk (zm. 1993), Stanisław Świsłocki (zm. 2018), Mychajło Tafijczuk (zm. 2025), Władysław Tkaczuk (zm. 1995), Jan Wnuk (zm. 2025), Anna Wojtyniak (zm. 2016), Teodor i Helena Wrobel, Bolesław Zyśk (zm. 2011), Stefania Żuraw.

Zdajemy sobie rownież sprawę, że ten wiatr przygody wiał już nie raz wielu zdobywcom
przed nami. Chylimy czoła przed dokonaniami księży: Michała Marcina Mioduszewskiego i Szczepana Kellera, a także Oskara Kolberga, Stanisława Vincenza i podobnych herosów.
Ukłony nasze głębokie kierujemy również ku współczesnym nam dokumentalistom, muzykom i śpiewakom, którzy życie swe poświęcili muzyce tradycyjnej – prof. Andrzejowi Bieńkowskiemu i Małgorzacie Bieńkowskiej, dr. Bartoszowi Gałązce, Remigiuszowi Mazur-Hanajowi, Mateuszowi Niwińskiemu, Januszowi Prusinowskiemu, Kaji Prusinowskiej, Adamowi Strugowi, Witkowi Brodzie, Ani Brodzie i wielu wielu jeszcze pasjonatom świata, który zawsze odchodzi…


Pieśń pogrzebowa, jakkolwiek sama jej idea obecna jest w kulturze polskiej od czasów przedchrześcijańskich, to w formie znanej nam dzisiaj rzecz względnie młoda. Rozpowszechnienie katolickich kantyczek łączyć bowiem należy z jezuicką kontrreformacją i równoczesnym zanikiem – rugowanych przez Kościół – lamentacji i pieśni pochodzenia ludowego. Kancjonały w językach narodowych jako pierwsi tworzyli protestanci, a wspomniany w tekście Tomasza Nowaka rozkwit katolickiej pieśni religijnej w XVII stuleciu był właśnie elementem walki z ruchem reformacyjnym. 

Repertuar żałobny naszych przodków ufundowany został zatem w baroku. Z tego powodu pieśń pogrzebowa, z której formułą igramy tytułem Tańce zaduszne, jest w polskiej kulturze zakładniczką poetyki tej epoki. Twórcy późniejsi bowiem archaizowali, aby dodać powagi swojej twórczości, a przede wszystkim wpisać się w pewnego rodzaju ogólny konserwatyzm obrzędów funeralnych. Trudno więc rozeznać się dziś w tym, co jest w istocie pokładem najstarszym, a co dziewiętnastowiecznym naśladownictwem.

Tym, co odróżnia dawną pieśń pogrzebową od jej bardziej współczesnych wcieleń, jest wypowiedziany strach: „Wszystko się na mnie wali / Widzę otchłań tam w dali” (Skończyła mi się droga). Radykalne, dziś powiedzielibyśmy „turpistyczne”, środki obrazowania, krążąca bezustannie w ówczesnym krwiobiegu fraza z Koheleta vanitas vanitatum et omnia vanitas, czyli świadomość marności świata doczesnego, a wreszcie wezwanie memento mori – pamiętaj, że śmierci nie umkniesz – to fundamenty tej poetyki.

Wiele najstarszych pieśni jest pozbawionych bezpośrednich odniesień do Boga, a w miejscu centralnym stawia śmierć. Śmierć jako siłę bezlitosną, porywającą ze sobą wszystko na tamten świat. Wątek danse macabre, który pozostaje udziałem wszystkich, niezależnie od stanu, szczególnie interesująco jest zrealizowany w utworze otwierającym płytę: Niech Monarchowie miasta swe budują.

Pieśni prezentowane na płycie to zróżnicowany tematycznie, genealogiczne i gatunkowo zbiór. Wchodzą weń utwory proweniencji prawdziwie barokowej (Niech Monarchowie miasta swe budują; Lecą latami; Żegnam cię mój świecie wesoły) i ludowe parafrazy tychże (Otóż nam tu śmierć dowodzi). Swoje miejsce w tym repertuarze znalazły także pieśni z apostrofą do Pana Jezusa: O Jezu Nazareński z wątkiem pasyjnym i suplikacja Ja wasz sercem jestem całym, a także Skończyła mi się droga, wiersz zapewne pochodzenia barokowego, ale w przeciwieństwie do Monarchów… napisany z intencją wprost religijną.

Ten zróżnicowany i bogaty repertuar składa się na jeden z najciekawszych polskich fenomenów kulturowych: jedynymi, którzy przez wieki obcowali z dworską poezją minionych stuleci, byli wiejscy śpiewacy. Płytę tę traktujemy zatem jako hołd dla nich: ich roztropność i przywiązanie do tradycji przechowały w żywym przekazie te arcydzieła literatury staropolskiej. Listę nazwisk wraz z podziękowaniami znajdziecie na stronie 6. Jako, że atrybucja poszczególnych utworów jest niemożliwa – zapewne nigdy nie poznamy autorów wielu pieśni – płytę tę traktujemy także jako hołd dla anonimowych poetów sarmackiej Rzeczypospolitej, którzy złożyli swoje wiersze na ołtarzu wspólnej kultury. Dzięki nim możemy ten repertuar śpiewać dziś my. Mamy nadzieję – wspólnie z Wami.

Witek Wojciechowski


Temat tej płyty jest z tych, które trudno zlekceważyć – oto zapadł wyrok, żywot się dokonał i nie będzie już żadnej apelacji. Tę prawdę trzeba przyjąć i oswoić. Dotyczy to żywych, ale też zmarłych. Bo jak głoszą słowa jednej z pieśni pustonocnych: „Wyszła dusza, wyszła z ciała/ na zielonej łące stała/ stała, stała i płakała/ gdzie ja będę nocowała”. I w tej rozterce – jak wierzą śpiewacy pogrzebowi – „Pieśń pokazuje drogę do Nieba”.

Ale pieśni pogrzebowe od wieków wspierały także żyjących w chwilach żałoby. Pomagały wyrazić smutek i nadać sens pożegnaniu. Stanowiły ważny element rytuałów, łącząc wspólnotę we wspólnym przeżywaniu straty. Ich słowa i melodie łagodziły ból, a jednocześnie podkreślały pamięć o zmarłych, tworząc przestrzeń do refleksji nad życiem i przemijaniem.

Dziś jednak śmierć coraz częściej bywa wypierana z codziennego życia i traktowana jako temat niewygodny. Rytuały pożegnania stają się krótsze i bardziej formalne, pozbawione dawnych gestów wspólnotowej troski. Rodziny często nie mają czasu ani przestrzeni, by świadomie towarzyszyć umierającym. Odchodzenie staje się samotne, a pamięć o zmarłych traci głębię.

W tej sytuacji niniejsza płyta jest próbą – choć nie pierwszą w Polsce – przypomnienia nie tyle o nieuchronnej śmierci, co o zbawiennej roli wspólnotowego trwania w obliczu tego co ostateczne, o wypracowanych przez wieki rytuałach, w końcu o zapomnianej już dziś sztuce „dobrej śmierci”.

Muzycy zabierają nas w bardzo dawny świat dźwiękowy, sięgający korzeniami XVI-XVII wieku. To właśnie wtedy w miejsce pradawnych słowiańskich lamentów zaczęto wprowadzać pieśni pogrzebowe, tworzone przez świadomych katolickiej doktryny bakałarzy i zatwierdzane przez biskupią imprimatur (zgodę na druk). Ale również muzycznie pieśni te wpisywały się w swego rodzaju kanon. Zdecydowana większość z nich napisana została w trybie eolskim, aby podkreślić ich smutną wymowę. Z rzadka pojawia się jednak kojący rozpacz tryb joński (O Jezu nazareński), czy tryb dorycki, podkreślający wysoką, zapewne rycerską pozycję zmarłego, służącego za przykład równego traktowania wszystkich przez śmierć (Otóż nam tu świat
dowodzi). Jest też archaiczna skala pentatoniczna (Skończyła mi się droga), która sięgać może nawet średniowiecza, a z drugiej strony jest też znacznie młodszy tryb molowy (Żegnam cię mój świecie wesoły), który w muzyce ludowej bardzo upowszechniał się od końca XVIII wieku.

Niewiele jest tu pieśni, które reprezentowałyby rytmikę czysto psalmodyczną. Większość wybranych przez muzyków pieśni wykorzystuje trójmiarową rytmikę taneczną (trocheje, trybrachy, anapesty, czy joniki), występującą w popularnych w XVI i XVII wieku tańcach,
takich jak galiarda i courant. Śpiewane wolno nie mają już pierwotnie skocznego charakteru, ale ciągle wyczuwalna jest ich taneczność. Występują tu też inne formuły o ewidentnie
tanecznym charakterze, które bardzo często kończy charakterystyczna dla polskich tańców kadencja w rytmie jambicznym (krótka-długa). To właśnie z tego rytmu ukształtowały się w toku XVII wieku różne rytmy typu ionicus a minore, które dziś nazywamy rytmami mazurkowymi, czy też polonezowymi. Na tej płycie mamy tylko pojedyncze ich przykłady.
Pieśni te bowiem powstały, kiedy nie tańczono jeszcze mazurków i polonezów, ale poprzedzające je polskie, chodzone i gonione. W niektórych pieśniach widać też ścieranie się różnych rytmów, czego najlepszym przykładem pieśń O Jezu Nazareński. Cały repertuar nabiera jednak bardzo bliskiego nam charakteru ze względu na zastosowane przez wykonawców tempo rubato.

Artyści jednak na zwykłym przypomnieniu repertuaru nie poprzestają. Stąd prócz skrzypiec i instrumentów basowych pojawiają się też instrumenty, które w epoce baroku nie występowały. Niektóre z nich, jak na przykład fisharmonia, mają swój etos religijny. Są instrumenty, jak np. tuba, które pełnią rolę podwójną – mogą nawiązywać do tekstu mszy żałobnej (Tuba mirum spargens sonum), albo też podkreślać rytmikę taneczną, niwelującą żałobny nastrój. Nie jest to bowiem prosta rekonstrukcja, lecz próba wpisania w dzisiejszy pejzaż dźwiękowy, któremu twórcy te pieśni chcą przywrócić.

Tomasz Nowak

W dniach 8-10 grudnia 2025, dzięki szczęśliwym dla nas decyzjom Radiowego Centrum Kultury Ludowej Polskiego Radia, spotkaliśmy się w Studiu S4 by nagrać materiał naszej pierwszej płyty „Tańce Zaduszne”. Nagrań dokonali pracownicy Polskiego Radia pod wodzą znamienitych Ewy Guziołek – Tubelewicz i Jacka Gładkowskiego. Miks i mastering powierzyliśmy wspaniałemu Michałowi Garsteckiemu. Grafiki stworzyła Marta Gotfryd. Wydawcą płyty jest fundacja Memo z Maciejem Kudłacikiem na czele. Środki na produkcję tej płyty w dużej mierze pochodzą ze zrzutki społecznej, a fakt ten tym bardziej nas zaszczyca, że tak wiele osób okazało nam zaufanie i wsparło nasze działania.
Dla nas ta przygoda to honor, zaszczyt i radość. Składamy podziękowania wszystkim napotkanym na tej drodze osobom.

Memento Mori
Dance Club

  • Home
  • Płyta
  • Galeria
  • Aktualności
  • Kontakt
  • Facebook
  • Instagram
  • Bandcamp
  • YouTube
  • SoundCloud
Polish
English